Urlop Okolicznościowy. Odpowiedzi na 8 częstych pytań! . Urlop okolicznościowy na ślub to możliwość, jaką daje nam Kodeks Pracy. Oprócz ślubu, innymi wyjątkowymi sytuacjami, za które przysługuje urlop okolicznościowy, jest pogrzeb członka rodziny lub narodziny dziecka. Ze względu właśnie na te szczególne sytuacje w naszym
Wśród par które współżyją i mieszkają przed ślubem WIĘKSZOŚĆ nigdy nie zawiera ślubu (rozstają się lub mieszkają jako konkubinat). Dla niedojrzałego mężczyzny który ma kobietę 'do łóżka i kuchni' (że tak kolokwialnie się wyrażę) co jeszcze jest czynnikiem ciągnącym go do małżeństwa? skoro ma wszystkie (prawie
Nie należy zakładać przed ślubem sukni ślubnej, aby się pochwalić, a na pewno nie może jej zobaczyć pan młody! Panna młoda nie powinna dawać swojej sukni do przymierzenia siostrom, gdyż grozi to ich staropanieństwem.
Data: 2009-06-22 12:24. Nie, Biblia nie zakazuje wprost mieszkania razem przed ślubem z tego powodu, ze była pisana prawie 2000 lat temu i wtedy ludzie mieli trochę przyzwoitości i mieszkanie razem bez ślubu nie zdarzało się w ogóle. Natomiast cudzołóstwa się zdarzały i Biblia zakazuje cudzołóstwa, choćby w 6 przykazaniu Dekalogu.
Napisać referat na temat małżeństwa,dlaczego nie powinno współżyć się przed małżeństwem i dlaczego nie powinno się rozwodzić. Proszę o pomoc ;)) Zobacz odpowiedź
RE: Mieszkanie kupione przed ślubem przez męża .. ? W wrzesniu 2008 roku, podpisalam umowę deweloperska na kupno mieszkania, potwierdzoną przedwstepnym aktem notarialym. Mieszkanie będzie gotowe do oddania w pod koniec czerwca 2009 i wydanie koncowego aktu notarialnego. Klopot w tym ,ze na początek czerwca planowany jest slub.
LjHsQrK. Pytanie dotyczy głównie znaczenia i wartości Sakramentu Małżeństwa i sakramentów w ogóle. Sakrament to znak ustanowiony przez Jezusa Chrystusa, w którym udzielana jest łaska potrzebna do zbawienia. Warunki tego znaku wynikają z jego istoty (materia, forma, intencja), a także z ustaw Kościoła. W przypadku Sakramentu Małżeństwa szafarzami są wprawdzie zawierający sakramentalny związek małżeński, jednak jego zaistnienie musi być zatwierdzone przez Kościół, przynajmniej post factum. Jest teoretycznie możliwe, że w razie obiektywnej niemożliwości asystowania przez kapłana małżonkowie złożą sobie przysięgę małżeńską wobec świadków i zostanie to następnie zatwierdzone przez Kościół jako sakramentalne małżeństwo (sanatio in radice). Jednak do tego konieczna jest intencja takiego zawarcia, wraz z wolą spełnienia formy katolickiej czyli asystowania przez kapłana posiadającego jurysdykcję. Czym innym jest jednak lekceważenie czy odwlekanie uroczystej przysięgi małżeńskiej we właściwej formie czyli tzw. ślubu kościelnego. Samo prywatne wyznawanie miłości i przyrzekanie dozgonnej wierności nie wystarczy, gdyż nie można mieć pewności intencji zawarcia małżeństwa sakramentalnego. Intencję można zwykle uznać dopiero wtedy za pewną, gdy wyraża się w woli i zamiarze dokonania formy sakramentalnej, o czym powiedziałem powyżej. Dlaczego ten wymiar - z pozoru - formalny jest tak ważny? Ano z tego powodu, że małżeństwo jest instytucją społeczną, a nie tylko prywatną, i tym samym wymaga odpowiedniej realizacji w wymiarze społecznym. Innymi słowy: nie jest to jedynie kwestia uczuć i obietnic dwojga kochających się ludzi, gdyż celem małżeństwa jest wydanie potomstwa, a nie zaspokojenie ich poszczególnym potrzeb. Dobro dzieci ma rangę nadrzędną i musi być zabezpieczone w możliwie pewny sposób. Dlatego nie wystarczą prywatne ustalenia dwojga partnerów. Dla dobra zarówno potomstwa jak też ich samych konieczne zawarcie umowy najwyższej rangi, jaką jest sakramentalna przysięga małżeńska, dokonywana w zwykłych warunkach w sposób uroczysty w świątyni przez kapłanem. Unikanie tej formy czy lekceważenie jej stawia pod znakiem zapytania powagę i szczerość związku już choćby pod względem czysto ludzkim. Tym samym istnieje poważne ryzyko dla trwałości związku i tym samym dla bezpieczeństwa potomstwa. Dlatego właśnie Pan Bóg związał współżycie na sposób małżeński z sakramentalnym małżeństwem. Lekceważenie tego przykazania Bożego godzi w miłość Boga i też w miłość bliźniego, zarówno partnera jak też możliwego potomstwa.
Odpowiedzi 1. Bo tak zwane "sprawdzenie się" przed ślubem (to znaczy, czy pasujecie do siebie fizycznie albo czy jesteście psychicznie zestrojeni) jest w gruncie rzeczy kłamstwem. Wam wcale nie chodzi tak naprawdę o "dopasowanie się", ale tylko o znalezienie "mądrej" racji dla podjęcia współżycia, bo przecież "kota w worku" się nie kupuje. 2. Bo popularne twierdzenie, że miłość uprawnia ludzi do pójścia ze sobą do... łóżka, jest w gruncie rzeczy jedną wielką bzdurą. Prawdziwa miłość nie daje przecież praw! Daje obowiązki! 3. Bo współżycie przed ślubem, nawet przy najlepszej motywacji, ostatecznie daje odczucie popełnionej nieuczciwości, zerwania zakazanego owocu. Nauczywszy się nieuczciwości przed ślubem, będziecie po prostu nieuczciwi po ślubie, wobec swego współmałżonka. Ankiety wśród małżeństw rozwiedzionych wykazują, że rozpoczęli oni współżycie przed ślubem. współżycie przed ślubem robi z was egoistów, którzy w życiu szukają tylko siebie, a seks stawiają jako autonomiczną wartość, ponad innymi. Nauczycie się traktować płciowość, swoją i partnera, jako wspaniałą zabawkę, jako sposób na nudne życie, a w konsekwencji - co widzicie w życiu - zawierane będą małżeństwa między osobami nie dobranymi, jedynie po to, aby dziecko miało [LINK] Mań. odpowiedział(a) o 17:48 wg. mnie oczywiście, jest to, że przed ślubem gdy ktoś zacznie współżyć, i nadejdzie niechciana ciąża, większość facetów odejdzie szukać kolejnej ofiary, zostawiając tą dziewczynę, kobietę zdaną wyłącznie na siebie. po ślubie to raczej co innego, bo to chyba normalne, że małżeństwa planują dzieci. :) Emilli^^ odpowiedział(a) o 17:48 Bo można zajść w ciąże przed slubem a potem cie kolo zostawi niewiem :D 1. To grzech2. Można zajść w ciąże (nawet z zabezpieczeniem) co wróżyłoby kłopoty bo jedna ze stron zwykle ucieka od odpowiedzialności, albo zabija się niewinną istotę3. Niektórzy wchodzą w związek tylko po toby pobawić się drugą osobą i wykorzystać ją seksualnie, a potem zwiać do innych partnerów, lub zrobić to jeszcze parę razy jak było fajnie i rozstać się krzywdząc tym samym drugą osobę którą dało się namówić do tego czynu ... Często kończy się to w takich sytuacjach depresją, poczuciem winy i utratą własnej wartości 4. Można zarazić się chorobą ukrytą przez partneraPo ślubie kłopoty są wyeliminowane :1. Oczywiście nie ma grzechu2. Zazwyczaj małżonkowie są gotowi na dzieci i robili to starając się o nie 3. Wątpię by ktoś kto chce tylko wykorzystać drugą osobę czekałby do ślubu 4. Po ślubie raczej małżonkowie są gotowi do ryzyka i nie ukrywają przed sobą takich rzeczy jak choroby przenoszące się przez stosunek bo baliby się okłamać tak okrutnie drugą osobęWychodzi na to że lepiej po ślubie :) Elis odpowiedział(a) o 17:59 szczerze mówiąc nie widzę takich ;) Uważasz, że ktoś się myli? lub
Myślę, że to moje doświadczenie i świadectwo da coś do myślenia tym, którzy pytają, dlaczego nie współżyć przed ślubem. Być może pomogę komuś podjąć decyzję… Mogę tylko przestrzec przed zgubą i modlić się o jasność myśli oraz trafność decyzji dla Was wszystkich. Miłujcie się, 1/2007 Rozmawialiśmy o wspólnej przyszłości, ale studia Kasi i mój długo utrzymujący się stan bezrobocia nie pozwalał nam na podjęcie jakichkolwiek działań, by przyjąć sakrament małżeństwa. I tak sobie żyliśmy, korzystając z uciech cielesnych, nie dostrzegając „nowotworu”, który nas niszczył… Narastające spory tłumaczyliśmy sobie tym, że życie to nie sielanka. Kłóciliśmy się, a zaraz potem się „godziliśmy” – i tak egzystowaliśmy w błędnym kole, nie dostrzegając naszego pracy wymusił na mnie przerwanie studiów zaocznych i odbycie służby wojskowej. Sytuacja rodzinna i finansowa Kasi zmusiła ją natomiast do podjęcia pracy. Znalazła etat barmanki. Wcale mi to nie odpowiadało, bo wiedziałem, że praca nocą, wśród luzackiego, podpitego towarzystwa, szczególnie mężczyzn, nie będzie miała dobrego wpływu na moją „połówkę” – ale nie miałem wyboru i musiałem to zaakceptować. Kiedy byłem w wojsku, widywaliśmy się średnio raz w miesiącu (dzieliło nas 150 km), a nasze uczucie zamiast kwitnąć, zaczęło chyba usychać. Moje życie kręciło się wokół służby, a moja Kasia, mając sporo wolnego czasu i szerokie pole do popisu, poszerzała znajomości, szczególnie wśród mężczyzn, którzy chcąc zyskać jej sympatię i uznanie, stosowali przeróżne chwyty; wpadła w wir życia towarzyskiego i zaczęła zmieniać swoje poglądy na życie, na innych, na razu przyjechałem do domu na przepustkę. Nie mogłem się doczekać spotkania ze swoją ukochaną. Niestety, sprzeczki nas nie oszczędziły. Usłyszałem coś, czego nie spodziewałbym się usłyszeć w tym momencie… Po czterech latach bycia razem moja Kasia stwierdziła, że nie jest pewna, czy to ja jestem tą osobą, z którą chce iść przez całe życie. Początkowo jakoś to do mnie nie trafiało; próbowałem dojść do sedna sprawy, ale nic nie mogłem osiągnąć. Zapytałem, co dalej, i usłyszałem: „bądźmy razem jeszcze przez jakiś czas, ale nie wiem, co dalej, niczego nie obiecuję”. Miałem wrażenie, że sufit spadł mi na głowę. Próbowałem stawiać sprawę na ostrzu noża, by wymusić konkrety, ale znowu nic nie osiągnąłem. Przepustka się kończyła i musiałem wracać do służby, więc dla dobra sprawy dałem jej czas do namysłu – do swojej następnej po miesiącu wróciłem, odczułem wielką obojętność Kasi wobec mnie. Nie umiałem zaakceptować takiego stanu rzeczy, dlatego wziąłem sprawy w swoje ręce. Zagroziłem rozstaniem. I co? Nie usłyszałem sprzeciwu… Świat mi się zawalił! Ona pozostała w swoim wirze życia, a ja, zdruzgotany, wracałem do szarej wojskowej rzeczywistości.
Maja ma 30 lat, Karol 35. Rozstali się przed tygodniem. Powód był jeden. Karol kategorycznie obwieścił jej, że nie ma zamiaru brać ślubu. Ani za miesiąc, ani za rok. "Ślub to nie dla mnie" - uciął kolejną dyskusję, a Mai zapaliła się już na dobre czerwona lampka. Ich oczekiwania wobec życia okazały się na tyle odmienne, że nie ma sensu kontynuować relacji dalej. Maja załamuje ręce. To już trzecia poważna relacja w jej życiu, gdzie mężczyzna po kilku latach związku, zamiast pierścionka, wręcza jej garść zimnych słów. Pierwszy powiedział, że jednak kocha swoją eks. Drugi - że chce się jeszcze wyszaleć. Trzeci (Karol właśnie), że "instytucja małżeństwa nie jest dla niego". Co jest nie tak z tymi facetami? A może to ze mną coś nie gra? To pytania, jakie zadaje sobie Maja podczas naszej rozmowy. Początkowo mówi, że większość jej znajomych jest już po ślubie, tylko ona ma pecha. Potem jednak, gdy głębiej analizuje znajome związki, zauważa, że sporo koleżanek, tak jak ona, ciągle, mimo dobiegającej trzydziestki lub czterdziestki nazywa swojego partnera per "chłopak" czy "narzeczony", a nie mąż. Amerykańska psycholog, dr Valerie Golden z Columbia University’s Medical School, zauważa, że w istocie istnieje pewien typ ludzi, który bardzo późno (a czasem wcale) dojrzewa do poważnego związku i decyduje się na zaślubiny. Golden podkreśla, że choć to głównie mężczyźni, ale też i pewna część kobiet, robi wszystko, by uniknąć ołtarza. Przeprowadzone przez nią badania wskazały kilka najpopularniejszych powodów, dla których ludzie wybierają życie bez formalizacji związku. Warto się z nimi zapoznać, bo jak twierdzi badaczka, te typy niemalże na pewno ślubu z nami nie wezmą. Kocha swoją eks Takich mężczyzn, jak pierwszy partner Mai, wcale nie jest tak mało. Niektórzy psycholodzy twierdzą, że mężczyźni zakochują się często bardziej namiętnie, obsesyjnie. Często jak już ich dosięgnie strzała Amora, tracą rozum. Odrzucony mężczyzna może usiłować załatać ranę w sercu innym związkiem, ale wtedy i tak jest w nim jakby nieobecny. Ciągle wszystko przypomina mu o eks, smutnieje, ilekroć dzieje się coś, co ma z nią związek. Często też do niej dzwoni, gotowy zawsze jej pomóc i wspierać. Na Facebooku lajkuje każde jej zdjęcie, a gdy dowiaduje się, że ma chłopaka, upija się do nieprzytomności z żalu. Zdezorientowanej nowej partnerce może tłumaczyć, że to minie, że to rozżalenie, nic wielkiego. Prawda jest jednak taka, że dopóki jego rozdział z eks na dobre nie zostanie zamknięty, zaakceptowany wewnętrznie i przeżyty - szanse na ślub z nową partnerką i udane życie z nią - są bliskie zeru. Czasem mężczyźni potrzebują więcej czasu, by stanąć na nogi. Warto dać im ten czas na odżałowanie tamtych krzywd i przebaczenie. Ale jeżeli mijają lata, a on cały czas uporczywie sprawdza, co u niej słychać - miej się na baczności. Ma "fobię związkową" Wolność ceni bardziej, niż związek. Wręcz obsesyjnie usiłuje podkreślać swoją niezależność. Na przykład nie wyobraża sobie jechać z tobą na wakacje albo żebyście ze sobą zamieszkali. Zawsze płaci tylko za siebie. Nie uwzględnia cię w swoich planach ani nie liczy się z tym, jakie masz swoje. Nie jest zainteresowany dbaniem o komfort partnerki. Bycie z takim mężczyzną to trochę jak bycie samemu z atrakcjami od czasu do czasu. Nadzieja, że któregoś dnia on nagle zrozumie, że podstawą zdrowej relacji jest wspólne dbanie o związek - jest niestety naiwnością. Szuka niedoścignionego ideału Tacy mężczyźni dobiegają często 40-tki, nawet 50-tki i mawiają, że jeszcze nie poznali swojego ideału. Kobieta jest dla nich jak kryształowy wazon - musi być pozbawiona skazy czy rysy, żeby się na tyle spodobać, aby on się zakochał. Mają tendencje do bardzo szczegółowego, drobiazgowego przyglądania się kobietom. "Zbyt pulchne kolana, za wąskie stopy, zbyt natarczywy ton głosu, nie dość dobrze zdana matura, popełnienie błędu językowego". Powody odrzuceń bywają kosmiczne, bo tak naprawdę te "wyliczanki wad" są tylko wymówką. W istocie mężczyźni szukający ideału to zazwyczaj zakompleksione osoby, które w ten sposób chcą podreperować swoje ego. Często lata zajmuje im uświadomienie sobie, że żadna kobieta na świecie, nawet Miss Świata z mózgiem Einsteina nie wyleczy go z niskiego poczucia własnej wartości, może jedynie tymczasowo go wzmocnić. Nie ma co się też łudzić, że on przy nas się zmieni, przestanie być tak drobiazgowy - praktyka pokazuje, że często nawet psychoterapia może nie pomóc, a człowiek całe życie będzie z niezadowoleniem kręcił nosem, żyjąc w iluzorycznym świecie swoich fantazji. Często mężczyźni szukający ideału mają tendencje do zakochiwania się w kobietach nieosiągalnych, niedoścignionych, idealizując je. Gdy jednak w końcu zdobywają taką kobietę, ich entuzjazm gwałtownie opada - bo przecież ideały nie istnieją. Jest uwikłany w relacje rodzinne Nie ma w swoim sercu miejsca na miłość i poważny związek, o małżeństwie nie wspominając. Dlaczego? Pozornie wolny, może być jednak uwikłany w pozazwiązkowe relacje - na przykład w relacje ze swoimi rodzicami lub dziećmi. Często tacy mężczyźni początkowo wzbudzają zainteresowanie i czułość. Która z nas nie chciałaby, żeby jej partner był "rodzinny"? Z czasem jednak okazuje się, że jego przestrzeń całkowicie pochłaniają inne role życiowe - przykładowo rola syna, brata, ojca. Na rolę męża nie starczy mu już czasu. W przeciwieństwie do wcześniejszych przykładów ten wcale nie jest niedojrzały - wręcz przeciwnie. Być może całe życie musiał się kimś opiekować, zajmować, brać odpowiedzialność. Teraz wydaje mu się, że bez niego świat stanie na głowie, a jeśli nagle przestanie być oparciem - rozczaruje i zawiedzie bliskie mu osoby. Nie chcąc mieć poczucia winy, poświęca swoje szczęście (i niestety twoje), by zadowalać potrzeby rodziny. Do takiej osoby można dotrzeć, podpierając swoje argumenty także opiniami jego przyjaciół czy dalszej rodziny. Posłucha, jeśli pokaże mu się, co robi, do czego to prowadzi oraz jeśli ktoś inny, ważny, także zauważy jego problem. Psychoterapia/coaching/podesłane mu teksty psychologiczne mogą również bardzo otworzyć oczy. Jest wiecznym chłopcem Ten typ człowieka z kolei, w przeciwieństwie do poprzedniego, raczej nie wykazuje się nadodpowiedzialnością. Wręcz przeciwnie może dobiegać 60-tki, a nadal mieć w sobie chłopięcość. Początkowo to nawet urocze. Taki mężczyzna niejednej kobiecie potrafi zawrócić w głowie swoją nonszalancją, beztroską, spontanicznością. Jest jak dziecko, kobieta chce instynktownie się nim zaopiekować, nie potrafi się gniewać. Mały chłopiec jest egoistą, ale pełnym wdzięku, więc wiele mu się wybacza. Przez miesiące, a nawet lata można nawet przymykać oko na jego niechęć do angażowania się - z nadzieją, że przecież w końcu jego dojrzała część osobowości musi dojść do głosu. Czy musi? Niekoniecznie. Typ wiecznego chłopca chce czuć się dzieckiem cały czas. Takie osoby raczej nie dojrzewają, albo robią to bardzo późno. U podłoża bycia wiecznym chłopcem często stoi wychowanie przez nadopiekuńczych rodziców, egocentryzm, narcyzm. Albo przeciwnie - tragiczne dzieciństwo, które zaowocowało emocjonalnym "utknięciem" w wieku wczesnoszkolnym. To osoby, które całe życie kokietują innych w ten sposób, osiągając korzyści. Nie nadają się do związku, bo nie chcą odpowiedzialności, nie chcą zmagać się z ograniczeniami, nie chcą poważnego życia. Wolą zabawę, beztroskę, szaleństwo. Często przeżywa się z nimi gorące wakacyjne romanse, szalone przygody. Kiedy jednak przychodzi do życia w szarej rzeczywistości, wieczni chłopcy po prostu znikają jak duchy. Gdy "winę" ponosi kobieta Nie byłoby prawdą stwierdzenie, że tylko przez tych pięć powodów mężczyźni na myśl o ślubie z nami uciekają gdzie pieprz rośnie. Równie częstą przyczyną niechęci do ślubu jest sama kobieta i jej zachowanie - uporczywe, męczące lub zimne i nieprzystępne. Kiedy w relacji, zamiast szczerego rozmawiania o problemach, pojawia się gra w zgadywankę "co mój partner miał na myśli", to często jest to równia pochyła w kierunku rozpadu związku. Bez względu na to, jak długa droga przed nami do małżeństwa, kluczowe jest dbanie o związek. A o związek najlepiej się troszczyć poprzez wnikliwe przyglądanie się nie tylko partnerowi, ale przede wszystkim sobie. Temu, co my możemy polepszyć w relacji, czym ona jest dla nas, jak my się w niej czujemy i ile w nią wkładamy. Przy niekorzystnym bilansie - nie bójmy się szczerze porozmawiać. Czasami emocjonalny rozpad związku można naprawdę przeoczyć, a wtedy skutki mogą być opłakane. Źródło:
Jestem młodą dziewczyną, która już popełniła błąd rozpoczęcia współżycia przed ślubem. Dlaczego więc tu piszę? Bo wiem jak to wygląda od zaplecza i chcę podzielić się z wami trudnościami, które pojawiają się po rozpoczęciu współżycia przed ślubem. Ja i mój chłopak rozpoczęliśmy współżycie po 8 miesiącach związku, wtedy wydawało nam się, że jest to takie fajne i dorosłe, że to naturalna kolej rzeczy, że prędzej czy później byśmy to robili. Po kilku latach spoglądam na to trochę inaczej. Pierwszy rok "po" był okropny. Nie mogliśmy się od siebie odkleić i nie było to wcale takie fajne, jak mogłoby się wydawać. Z moich obserwacji z naszego związku oraz związku moich znajomych wynika, że zawsze po rozpoczęciu jakiekolwiek aktywności seksualnej pojawia się niezdrowe wręcz toksyczne "przyklejenie się do siebie". Gdzie on tam ja, gdzie ja tam on. Nie było czasu na własne przemyślenia, na własne zajęcia i może nie byłoby to złe, gdyby nie fakt, że nie potrafiliśmy ze sobą spędzać czasu i skupialiśmy się tylko na sobie. Dopiero z czasem przyszło przeświadczenie, że to Bóg jest najważniejszy, iż chodzimy do spowiedzi raz w miesiącu i nie robimy nic z tym, aby zwalczyć grzech jest zwyczajnie niepoprawne i "chore". Ogromne było też poczucie winy. Po każdym stosunku bądź jakichkolwiek innych kontaktach, pojawiały się moje łzy, wspólne obwinianie samego siebie. Jest to na tyle specyficzny grzech, który może sprawić, że mimo tego iż Bóg kocha Cię tak samo bez względu na wszystko, to ty sam zaczynasz kochać siebie coraz mniej i coraz mniej miłości "odbierasz" od Pana Boga. Najgorsze były momenty przepełnione poczuciem winy i niegodności oraz te myśli : "Nie będę śpiewać religijnych piosenek, bo Bóg ich ode mnie nie chce" "Jak mam się modlić do Boga, skoro przed chwilą tak mocno zgrzeszyłam". Te myśli są paskudne, ale nie są prawdziwe! Bóg zawsze chce naszej modlitwy, chce naszego śpiewu, chce abyśmy do Niego powrócili. Jak mówił papież Franciszek - Bogu nigdy nie znudzi się przebaczanie nam, lecz to nam może znudzić się proszenie o przebaczenie. Jako iż nie udało nam się jeszcze zupełnie pokonać grzechu, pragnę napisać o sposobach walczenia z tym, o których nie wiedziałam na początku mojego związku, a być może dzięki nim nie musiałabym walczyć z tak ciężkim grzechem jakim jest nieczystość. Przede wszystkim musicie się razem modlić. Kiedyś mój ksiądz z parafii powiedział mi, że małżeństwo tak samo jak i życie zakonne i kapłańskie mają służyć zbliżeniu się do Boga. Nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób, ale przecież to faktycznie o to chodzi. Dzięki miłości do męża, do dzieci, dzięki wspólnej "współpracy", dbałości o czystość, o systematyczność sakramentalną, dzięki wspólnej modlitwie mamy się zbliżać do Boga, mamy walczyć o zbawienie. Więc wspólna modlitwa w związku, to początek, to jeden z fundamentów związku, bo jeżeli nie nauczycie się tego w okresie przed narzeczeńskim bądź narzeczeńskim, to nie nauczycie się już tego w małżeństwie. Będzie to bardzo, bardzo trudne. Musicie też umieć ze sobą rozmawiać, o rzeczach najważniejszych - z delikatnością i zrozumieniem, ustępując z szacunkiem drugiej osobie, jeżeli w dyskusji ma ona lepsze argumenty. Jest to trudne, ale nie jest to niemożliwe. Sama serdecznie wam polecam napisanie wspólnej modlitwy, która będzie wasza, w którą włożycie całe swoje serce i będziecie się codziennie nią wspólnie modlić. Jeżeli o coś się pokłócicie musicie o tym poważnie porozmawiać, wytłumaczyć to sobie i przede wszystkim wybaczyć. Teraz wiem, że gdybyśmy od początku wspólnie się modlili, potrafili otwarcie rozmawiać i dbali razem o sakramenty, to życie w czystości byłoby możliwe. I nie jest to prawda, że jak ktoś nie zrobi tego teraz, to zrobi to tak czy siak później. Życie w czystości jest możliwe. ale należy pamiętać też o tym, że czystość jest wielkim błogosławieństwem. więc należy dziękować Panu Bogu za każdy dzień przeżyty w czystości. Słowa, które zawsze podnoszą mnie na duchu: "Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia!" Mam nadzieję, że moje świadectwo się przyda, mimo tego że nie jesteśmy małżeństwem, to mogliśmy trochę opowiedzieć o walce z nieczystością. Może dzięki moim słowom i wskazówkom ktoś z was uchroni się przed popełnieniem tego błędu.
dlaczego nie należy współżyć przed ślubem